Powrót do bloga

Wybierasz się na safari? Koniecznie przeczytaj - jak się przygotować

Mentalne i praktyczne przygotowanie do safari. Czego nie powie Wam biuro podróży?


Marzy Wam się afrykańskie safari? Zanim spakujecie walizki i dacie się porwać wizji rodem z filmów przyrodniczych, zatrzymajcie się na chwilę. Kluczem do udanej wyprawy nie jest wcale najdroższy aparat, ale odpowiednie nastawienie i rzetelna wiedza.


Jako ktoś, kto spędza większość czasu po afrykańskiej stronie, widziałam już chyba wszystko. Na podstawie własnych błędów opowiem Wam, jak przygotować się do tej przygody, żeby zamiast frustracji i rozczarowania, przywieźć wspomnienia na całe życie.

1. Wybór safari: „Okazje” z folderów vs. rzeczywistość


Pierwszy krok to poczucie, że dobrze podjęliście decyzję. Zanim skusicie się na popularne, tanie oferty „safari biedronkowych” do Kenii czy Tanzanii, połączonych z wypoczynkiem w hotelu, dokładnie sprawdźcie opinie i... program.


  • Pułapka odległości: W folderze widzicie „3 dni safari”. W praktyce jeden dzień ucieka na sam dojazd z hotelu do parku narodowego.

  • Co dostajecie w zamian? Lądujecie w ciasnym samochodzie z małymi oknami – bo najczęściej to są zwykłe busy z dodatkowym oknem dachowym. Pplski pilot ma atlas zwierząt  często szuka tego, co widzicie, niewiele wie o zachowaniach i przyrodzie. Taki wyjazd traktujcie po prostu jako wypoczynek z uciążliwą, tłoczną wycieczką, na której zobaczycie kilka zwierząt otoczonych przez 30 innych samochodów.

Alternatywa? Szykujcie się sami (ale z głową)


Druga opcja to wynajęcie z dużym wyprzedzeniem w pełni wyposażonego auta 4x4 (koszt to około 160–190 USD za dobę, zależnie od sezonu). Plus koszty wjazdów do parków narodowych, koszty noclegów po drodze, koszty paliwa, koszty jedzenia.


Może jest to wariant najtańszy, ale wymaga bardzo dużo logistyki z waszej strony i planowania z wyprzedzeniem.



To super przygoda, ale mam dwie uwagi:

  1. Nigdy nie jedźcie jednym samochodem. W buszu zawsze potrzebny jest ktoś, kto w razie czego wyciągnie Was z głębokiego piachu  a tym bardziej błota.

  2. Musicie umieć jeździć w terenie. Jazdy 4x4 w piasku da się nauczyć (jestem tego najlepszym przykładem), ale jeśli to Wasz pierwszy raz, taka wyprawa w pojedynkę może być niezwykle stresująca i po prostu niebezpieczna.

  3. Ściągnijcie mapy w wersji offline. Polecam **Tracks of Africa** albo **Maps.me**.



Złotym środkiem jest zorganizowany wyjazd z lokalną firmą Uncovering Wild. Jeśli planujecie podróż w High Season (szczycie sezonu), rezerwacji trzeba dokonywać z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. My dysponujemy stałym miejscem, ale jeśli chcecie zobaczyć więcej zakątków Botswany, systemy rezerwacji kempingów wymagają zablokowania terminów 2-3 miesiące wcześniej.


Psst! Jeśli ktoś z Was miałby ochotę dołączyć do nas jeszcze w tym roku, w okolicach sierpnia – dajcie znać, zostały ostatnie wolne miejsca!



2. Zdrowie w podróży: Szczepienia i żelazny zestaw apteczny

Przed wyjazdem najlepiej odwiedzić lekarza medycyny podróży, bo przepisy i rekomendacje dynamicznie się zmieniają. Jak to wygląda w praktyce?


  • Wymogi formalne: Do samej Botswany nie potrzebujecie specjalnych, obowiązkowych szczepień. Jeśli jednak planujecie połączyć wyjazd z wizytą przy Wodospadach Wiktorii i przekroczycie granicę z Zimbabwe, obowiązkowe jest szczepienie na żółtą febrę.

  • Co warto odświeżyć? Tężec to podstawa. Osobiście nie żałuję też zrobienia szczepienia na wściekliznę. W buszu raczej nic Was nie ugryzie, ale tutejsze małpy uwielbiają kraść. Jak się wkurzą, mogą podrapać, a to zawsze ryzyko. W Botswanie jest też sporo bezpańskich (lub tak wyglądających) psów – w ostatnim czasie odnotowano niestety kilka śmiertelnych przypadków pogryzień, więc po co ryzykować, i oczywiście, nie litujemy się nad tymi psami; nie zapraszamy ich do głaskania ani nie karmimy. Psy są tu bezpieczne; raczej są skittish, lękliwe, ale lepiej je omijać.


  • Zemsta Faraona w Afryce? Polecam szczepionkę doustną na cholerę. Dlaczego? Działa ochronnie przeciwko popularnej biegunce podróżnych. Nawet jeśli złapiecie solidną bakterię (np. po sałatce umytej wodą z kranu), przejdziecie infekcję o wiele lżejszej.

  • Malaria – brać Malarone? W Botswanie po latach przerwy pojawiły się przypadki malarii. Osobiście nie zalecam brania profilaktycznego Malarone – skutki uboczne potrafią skutecznie odebrać całą przyjemność z podróży. Jeśli jednak panikujecie, kupcie lek i weźcie go ze sobą jako koło ratunkowe. Przy pierwszych objawach przyjmuje się potrójną dawkę, co pozwoli Wam bezpiecznie przetrwać do powrotu do kraju. Malaria rozwija się około 14 dni od ukąszenia, więc przy 7-14 dniowym urlopie objawy i tak pojawią się dopiero w Polsce.

🎒 Moje dwa hity do apteczki:

  1. Dobry lek antyalergiczny (Telfexo) – szansa, że coś Was upali, jest spora.

  2. Xifaxan – absolutnie najlepszy na świecie antybiotyk jelitowy. Ratował mnie nie raz. Przy pierwszych objawach rewolucji bierzecie dwie tabletki i od razu jesteście „wyprostowani”. A wierzcie mi, problem jelitowy na safari jest duży, bo trzeba iść w krzaki, zakopać odchody.


    Nie chcecie tego robić, mając w okolicy dzikie zwierzęta oraz ludzi siedzących w samochodzie, którzy wiedzą, po co poszliście w krzaki. Oba leki są na receptę, więc musicie poprosić lekarza pierwszego kontaktu, albo, jak będziecie się szczepić, żeby Wam wypisali recepty.

4. Sprzętowy „Must-Have”

  • Lornetka: Jeśli planujecie więcej wyjazdów na łono natury albo lubicie podglądać ptaki i zwierzynę we własnym ogrodzie – zainwestujcie w dobrą lornetkę (parametry 10x42 w zupełności wystarczą). To zupełnie zmienia jakość obserwacji.

  • Aparat: Współczesne iPhone’y robią świetne zdjęcia i filmy, ale nie zawsze da się podjechać blisko zwierzęcia. Jeśli kręci Was fotografia, aparat z dobrym zoomem (teleobiektywem) jest na wagę złota. Jeśli go nie macie i nie chcecie generować szalonych kosztów – bez paniki. Zawsze w grupie znajdzie się pasjonat z profesjonalnym sprzętem, który po powrocie chętnie podzieli się swoimi kadrami. Nie zapomnijcie wziąć ładowarki do baterii, zapasowych baterii do aparatu oraz co najmniej dwóch kart SD.

  • Jeżeli chcecie zabrać jakieś bidony, to kupujcie takie, które mają wąski ustnik, bo jak będziecie pili w samochodzie przy podskokach, skończy się to obowiązkową zmianą koszulki.

  • Nie kupujcie bidonów i termosów z metalowym ustnikiem, bo sobie zrobicie w wyżej wspomnianej sytuacji krzywdę. Lepiej mieć sprzęt dobrej jakości, ale zrobiony z plastiku

  • Koniecznie weźcie powerbank

  • co najmniej trzy latarki, w tym jedną czołówkę.

5. Przykładowa check-lista na 7-dniowe safari (Nie pierzemy!)

W porze deszczowej pranie nie wyschnie przez wilgotność, a w porze suchej szkoda na to czasu. Pakujemy się tak, by starczyło na cały wyjazd:

  • Bielizna i skarpetki – po 2 pary na każdy dzień (po całym dniu w buszu natychmiast marzy się prysznic i świeże rzeczy).

  • T-shirty (w stonowanych kolorach) – po jednej na każdy dzień plus 2-3 zapasowe w razie „awarii” przy jedzeniu. Nie musicie kupować żadnych specjalistycznych koszul za trzy stówki wystarczą zwykłe bawełniane t-shirty.

  • 2 pary długich, wygodnych spodni, w porze suchej dresowe cieplejsze, tu powiem, że warto zainwestować z cieńsze specjalistyczne spodnie trekkingowe, na walking safari, ale dadzą radę szarawary i jedna para z mocniejszej bawełny bo łażenie po krzakach z kolcami może się skończyć podrapaniem...

  • Bluza z długim rękawem / gruby polar (zależnie od sezonu + czapka i rękawiczki na zimę).

  • Krótkie spodenki (wystarczą 2-3 pary na zmianę).

  • Duży i mały ręcznik, podstawowe przybory kosmetyczne.

  • Krem z filtrem,

  • Okulary przeciwsłoneczne,

  • Lornetka.

  • Chusteczki nawilżane możecie kupić na miejscu.

  • Warto mieć też płyn do dezynfekcji. Tutaj poziom higieny nie jest wysoki, więc jak idziecie do sklepu, płacicie brudnymi pieniędzmi. Lepiej skorzystać z jakiegoś sprayu ze spirytusem



Ważna lekcja lokalnej kultury: Nie przywoźcie „prezentów” dla dzieci


Na koniec coś, co leży mi na sercu. Często turyści chcą zabierać ze sobą cukierki czy gadżety, by rozdawać je lokalnym dzieciom. Nie róbcie tego. W Botswanie dzieci nie żebrzą na ulicach i nie chcemy ich tego uczyć.

Jeśli zobaczycie dzieciaki, które wyglądają ubogo, najczęściej będą próbowały sprzedać to, co same zebrały lub przygotowały – np. jajka czy orzeszki. Jeśli chcecie im pomóc, kupcie to od nich. Nawet jeśli tego nie zjecie, dacie im nagrodę – zapłatę za ich własną pracę i przedsiębiorczość. Sama czasami kupuję dzieciom żelki w lokalnym sklepie i daję je ot tak, ale z zachowaniem tutejszych reguł.


W kolejnym poście opowiem Wam o biletach lotniczych i moich własnych, często szalonych przygodach z dolotami do Afryki. Choć latam na tej trasie non stop, ten kontynent cały czas uczy mnie pokory!