
Weekend spędziliśmy na eksploracji północno-zachodniej części Botswany. Już raz byliśmy w tych stronach na wyprawie do Shakawe. Postanowiłam wtedy, że nigdy więcej. Martwiłam się, że będę potrzebowała wsparcia dentysty po tym wyjeździe - dziury w asfalcie i ostre hamowanie.
Myślałam, że droga do Shakawe jest najgorszą drogą, jaką mogę eksplorować w Botswanie...ale służby drogowe nie śpią i o dziwo jest tu trochę więcej trochę lepszego asfaltu niż w czerwcu
Tym razem pojechaliśmy dalej.
W Shakawe jest most, na rzece Okavango. Most piękny, jak na załączonych obrazkach (nie moje zdjęcie), ale trochę „donikąd”.
Po drugiej stronie, jadąc wzdłuż rzeki już w stronę południowo-wschodnią (do Delty), jest dużo wiosek. To jest takie miejsce, w którym rzeczywiście może zaistnieć konflikt lokalnych ze zwierzętami. Znaki, że tu jest korytarz dla słoni, że niby uwaga, ale że mają pierwszeństwo? ..... nie wiem, dla kogo jest ten korytarz...Żadnego słonia tam nie spotkaliśmy.


Za to było dużo ludzi na drodze do Seronga. Dzieci chodzą wzdłuż tej drogi kilometrami i bez opieki dorosłych, więc zakładam, że też innych zwierząt dzikich tam nie ma. Wiadomo kto wygrał w human-animal conflict.
To najgorsza droga, jakiej doświadczyłam w Botswanie. Odcinki tej drogi były w lutym zalane tak, że były zupełnie nieprzejezdne, wioski były odcięte od świata. Szkoła w Seronga była zalana.
W związku z tym poziom wody w Delcie jest wysoki a w maju/czerwcu się podniesie, bo przypłynie woda po deszczach z Angoli... Nie za bardzo mogliśmy nawet zrobić jakieś safari czyli game drive.
No i setki osłów na drodze!
Jakbyście nie wiedzieli, osioł nie za bardzo chce się ruszyć z miejsca, w którym stoi. Długo podejmuje decyzję, czy jest sens marnować kalorie. Liczy na to, że samochód, który waży 20 razy więcej niż on i jedzie z prędkością 140 km/h, jakoś wyhamuje.
Osioł na drodze jest niebezpieczny. A ta część Botswany to kraina osła plus drogi kiepskie. Wróciliśmy sfrustrowani.